www.uleona.pl to miejsce gdzie znajdziesz i zarezerwujesz noclegi w Zakopanem. U Leona to kameralna kwatera w Zakopanem.
Spędź u nas w Zakopanem urlop wakacyjny, ferie zimowe na stoku. Zapewniamy, ze wakacje w Zakopanem to gwarancja niezapomnianych wspomnień.

Rysy w chmurach…

Widok na Rysy z nad Morskiego OkaCo roku staramy się odwiedzać nasze najwyższe góry. Nie mamy aż tak wielkiego doświadczenia jak niektórzy „stali bywalcy”. Nie mamy również dobrej kondycji, która bardzo się przydaje podczas wędrówek. Na dodatek cierpię na duuużą nadwagę, która wynosi jakieś 30kg, a chwilami było i 40kg. Mimo to udało nam się dotrzeć m. in. na Szpiglasową Przełęcz, na Świstówkę czy przebrnąć przez Czerwone Wierchy idąc z Kasprowego na Giewont.Staw w chmurach

Jednak będąc tutaj po raz piąty zdecydowaliśmy się razem z żoną w końcu zmierzyć z najwyższym szczytem Tatr, na jaki prowadzi wytyczony szlak turystyczny. Bo jeśli nie teraz to kiedy? O czym mowa? Oczywiście o Rysach!!!

A teraz Rysy w zwierciadle...

Aby było trudniej i patriotycznie zarazem, wybraliśmy podejście od polskiej strony, czyli od Morskiego Oka. Jednak aby nieco ułatwić sobie zadanie postanowiliśmy przybyć dzień wcześniej do schroniska nad Morskim Okiem. Przy okazji mogliśmy podziwiać piękno okolicy wieczorną porą.

Widok na Rysy z nad Morskiego OkaPobudka następnego dnia o 5:20 i punkt 6:00 wyruszamy na nierówną walkę z Rysami :).  Zapowiada się piękna pogoda, choć sam szczyt przykryty jest delikatną chmurką. Początek brzegiem największego tatrzańskiego stawu iście sielankowy. Po około 45 minutach dochodzimy do pierwszego nieco trudniejszego momentu, czyli podejścia do Czarnego Stawu. Udaje nam się to w około pół godziny. Jak się później okazało – podchodząc tutaj tak naprawdę robimy sobie malutką rozgrzewkę do tego, co nas czeka.

Po wejściu na poziom Czarnego Stawu dość łatwo dać się zwieść mylnemu wrażeniu, że do Rysów już niedaleko. Wystarczy jednak wykorzystać zoom w aparacie i skierować obiektyw w okolice „wiecznej zmarzliny” by dostrzec dopiero teraz sylwetki innych osób. Po ponownym przyjrzeniu się okolicy i szlakowi wrażenie pryska jak mydlana bańka. Ludzie widziani przed chwilą w obiektywie okazują się naprawdę malutkimi mróweczkami. Dopiero po takim eksperymencie widać ogrom gór. Przytłaczający… Jednak idziemy dalej. Kolejny spory odcinek, podczas którego można zebrać siły to obejście stawu. Po przeciwnej jego stronie tak naprawdę zaczyna się prawdziwa walka ze szczytem.

Najpierw dość wygodnym, ale stromym chodnikiem z kamieni wspinamy się aby dotrzeć na Bulę Pod Rysami, trochę ponad połowę wysokości, którą mamy łącznie do pokonania, licząc od Czarnego Stawu (912m w pionie!). Póki co jest ciężko, ale wygodnie i prawie bez problemów. Prawie, bo niekiedy szlak jest tak wydeptany, że… nie wiadomo którędy prowadzi. Ale zgubić się nie da.

Pomału giną nam z oczu zostawiane w dole tafle Morskiego Oka oraz Czarnego Stawu za sprawą skręcającego w lewo szlaku. Systematycznie pniemy się z mozołem w górę. Wreszcie – jest! Jesteśmy na Buli – 2054m n.p.m. Tutaj jest piękne miejsce do odpoczynku. W dole znów widać oba stawy. Już ten widok robi wrażenie. Niestety celu nie widać, bo okrywają go chmury. Nic to, ruszamy dalej. Przed nami bowiem wciąż ponad 400 metrów wspinaczki. Po jakimś czasie pojawiają się łańcuchy, które towarzyszą nam z małymi przerwami już praktycznie do szczytu. Dobrze, że zaopatrzyliśmy się w rękawiczki.

Nadal nie widać celu, może to i lepiej, bo nachodzi mnie ochota, by zawrócić. Na szczęście nie widziałem jak daleko mam jeszcze i mimo wszystko nie poddałem się. Jest stromo a tym samym ciężko, ale wciąż niezbyt trudno technicznie. Otuchy dodaje mi spoglądanie w dół, na malutkie mróweczki, które wspinają się za nami. Świadomość, że zaszło się już tak wysoko pomaga się nie poddać.

W końcu dochodzimy do miejsca, gdzie co wrażliwsi mogą mieć problem – trzeba pokonać „rysę”, od której szczyt wziął swą nazwę. Po prawej stronie dość stroma przepaść, stoimy na wyślizganej tysiącami butów skale, pochylonej w stronę przepaści a naszym jedynym wsparciem jest łańcuch zakotwiczony z lewej strony. Do pokonania jest ładnych kilka metrów. To ciekawe, że potrafimy obdarzyć takim zaufaniem zwykły kawałek metalu.

Na szczęście my się nie boimy i bez problemów przechodzimy. Na szczęście, bo okazuje się, że to już koniec naszej wspinaczki – jeszcze kilka dobrych kroków i… zdobywamy najwyższy szczyt Polski! Mija chwila, nim to do mnie dociera…

Jest godzina 10:45, po drodze było około 15 minut przerwy na uzupełnienie zapasów energii, popularnie zwanym śniadaniem. A zatem wychodzi 4,5 godziny marszu spod schroniska. Całkiem nieźle jak na mnie, wyrobiłem się w czasie pokazywanym na drogowskazach, co z reguły mi się nie udawało. Nie ma znaczenia, że po drodze mijaliśmy się z facetami, którzy na szczyt weszli w niecałe 3 godziny. Sam fakt, że się tam dostałem był niesamowity, choć wcześniej wielokrotnie patrzyłem na szczyt i myślałem, że z moją kondycją i nadwagą nie mam szans. Do dziś, a minęły już dwa miesiące, nie dowierzam czasami. Jednak mam zdjęcia, które mi o tym przypominają.

O tej porze na szczycie było jeszcze całkiem znośnie, bez kłopotu dało się znaleźć miejsce dla siebie, by podziwiać widoki. Niestety – nie dane nam było, bo Rysy okazały się złośliwe i całe zasnuły się chmurami. Na dodatek wciąż kusiły – „zostańcie jeszcze, chmury idą do góry, niebawem wszystko ujrzycie”. Daliśmy się zwodzić jakieś 40 minut, po czym stwierdziliśmy, że nie ma nadziei i czas schodzić, tym bardziej, że temperatura i wilgoć dawały się we znaki. Nic to – przyjdziemy jeszcze kiedyś, jak będzie ładniejsza pogoda.

Na pamiątkę zostały nam zdjęcia, które do dziś podziwiamy. I chociaż w większości była tylko szarość, to jednak udało się upolować Czarny Staw i kawałeczek Morskiego Oka, przez moment wyłaniające się z chmur. Widok był niesamowity, a wrażenie potęgowała świadomość, że stoimy ponad jedną taflą 912 metrów a ponad drugą 1104.

Okazało się, że na drogę powrotną trzeba zarezerwować co najmniej tyle samo czasu co na wejście, ponieważ teraz dopiero tłumy zaczynają walić na szczyt. Najgorzej jest oczywiście na odcinku z łańcuchami – sporo osób nie wie albo nie chce wiedzieć, że pierwszeństwo w takich sytuacjach mają osoby schodzące z góry i niekiedy długą chwilę trwało nim mogliśmy kontynuować zejście.

Szczęśliwi ZdobywcyPrzy schronisku byliśmy około godziny 16:30. W sam raz, aby odpocząć, wypić herbatkę i zaopiekować się przepyszną szarlotką, oczywiście w celu nabrania sił na zejście do Palenicy :).

Z turystycznym pozdrowieniem

Tomasz Konieczka

Noclegi Zakopane

1 komentarz do wpisu “Rysy w chmurach…”

Dodaj Twój komentarz

pogoda
13-11-2018
Czysto
Czysto
4°C
odczuwalna: 5°C
aktualne ciśnienie: 1030 mb
wilgotność: 99%
prędkość wiatru: 0 km/h E
wschód słońca: 06:47
zachód słońca: 16:01
Prognoza 13-11-2018
dzień
Przelotne zachmurzenie
Przelotne zachmurzenie
14°C
prędkość wiatru: 4 km/h SSW
noc
Przelotny deszcz
Przelotny deszcz
4°C
prędkość wiatru: 7 km/h WNW
Prognoza 14-11-2018
dzień
Przelotne zachmurzenie
Przelotne zachmurzenie
6°C
prędkość wiatru: 7 km/h NW
Prognoza 15-11-2018
dzień
Przelotne zachmurzenie
Przelotne zachmurzenie
5°C
prędkość wiatru: 4 km/h ENE